Pamiętaj, że czasami u osób z chorobą Alzheimera zaobserwować można
nagłe, krótkie przebłyski jasnego, normalnego myślenia, kiedy wydaje
się, że zachowują się i rozumują, jak dawniej. Takie przebłyski
świadomości spowodowane są chorobą i niestety nie świadczą o tym, że
stan chorego nagle się poprawił. Bądź więc ostrożny w interpretowaniu
takich momentów i nie oczekuj po nich zbyt wiele.
Więcej: http://seniovita.pl/?jak-opiekun-moze-sam-sobie-pomoc-,46
środa, 5 marca 2014
Nowa placówka dla pacjentów z alzheimerem w Katowicach
W piątek (28 lutego) zaplanowano otwarcie w Katowicach-Murckach
Neuro-Care, pierwszej w regionie prywatnej placówki neurologicznej z
oddziałem szpitalnym oraz z Centrum Leczenia Choroby Alzheimera i
Parkinsona i Centrum Leczenia Stwardnienia Rozsianego.
W nowym ośrodku będzie działało 12 poradni wspomagających leczenie
neurologiczne, m.in. poradnia psychologiczna, neurologopedyczna,
rehabilitacyjna, neurologii dziecięcej, psychiatrii, stereotaksji,
neurochirurgii i diabetologii. Z ich pomocy korzystać będą mogli m.in.
chorzy na padaczkę, cierpiący na przewlekłe bóle głowy i kręgosłupa,
zawroty głowy, zaburzenia chodu.
6-łóżkowy oddział szpitalny ma
służyć 1-3 dniowym pobytom diagnostycznym i konsultacyjnym. Ośrodek
będzie realizował także własny program bezpłatnych wizyt konsultacyjnych
dla chorych na SM, chorobę Parkinsona i chorobę Alzheimera.
Będzie
także prowadził badania naukowe, dzięki którym pacjenci zyskają
bezpłatny dostęp do najnowszych terapii w ramach badań klinicznych.
- We współpracy z innymi ośrodkami naukowymi lekarze Neuro-Care
poszukują tanich i skutecznych metod leczenia chorób neurologicznych. W
ośrodku rozpoczynają się właśnie badania nad wpływem magnetostymulacji
na poprawę objawów u pacjentów z SM oraz miejscowej terapii
hiperbarycznej na leczenie polineuropatii - mówi dr Gabriela
Kłodowska-Duda, kierownik Neuro-Care.
Ja dodała, Neuro-Care jest
pierwszym w regionie ośrodkiem, w którym pacjenci zgłaszający się na
leczenie obejmowani są kompleksową dla ich choroby opieką specjalistów,
na którą składać będzie się leczenie prowadzone przez neurologa, ale
także psychologa, diabetologa, logopedy, kardiologa czy lekarza chorób
wewnętrznych. - Takie zintegrowane podejście do leczenia to nowy model
leczenia chorób neurozwyrodnieniowych, który chcemy rozpocząć na Śląsku -
przekonuje Kłodowska-Duda.
O bezpłatnych konsultacjach w nowej placówce można przeczytać: Katowice: nowa placówka dla pacjentów z SM, parkinsonem i alzheimerem - Rynek Zdrowia - rynekzdrowia.pl
Neuro-Care, pierwszej w regionie prywatnej placówki neurologicznej z
oddziałem szpitalnym oraz z Centrum Leczenia Choroby Alzheimera i
Parkinsona i Centrum Leczenia Stwardnienia Rozsianego.
W nowym ośrodku będzie działało 12 poradni wspomagających leczenie
neurologiczne, m.in. poradnia psychologiczna, neurologopedyczna,
rehabilitacyjna, neurologii dziecięcej, psychiatrii, stereotaksji,
neurochirurgii i diabetologii. Z ich pomocy korzystać będą mogli m.in.
chorzy na padaczkę, cierpiący na przewlekłe bóle głowy i kręgosłupa,
zawroty głowy, zaburzenia chodu.
6-łóżkowy oddział szpitalny ma
służyć 1-3 dniowym pobytom diagnostycznym i konsultacyjnym. Ośrodek
będzie realizował także własny program bezpłatnych wizyt konsultacyjnych
dla chorych na SM, chorobę Parkinsona i chorobę Alzheimera.
Będzie
także prowadził badania naukowe, dzięki którym pacjenci zyskają
bezpłatny dostęp do najnowszych terapii w ramach badań klinicznych.
- We współpracy z innymi ośrodkami naukowymi lekarze Neuro-Care
poszukują tanich i skutecznych metod leczenia chorób neurologicznych. W
ośrodku rozpoczynają się właśnie badania nad wpływem magnetostymulacji
na poprawę objawów u pacjentów z SM oraz miejscowej terapii
hiperbarycznej na leczenie polineuropatii - mówi dr Gabriela
Kłodowska-Duda, kierownik Neuro-Care.
Ja dodała, Neuro-Care jest
pierwszym w regionie ośrodkiem, w którym pacjenci zgłaszający się na
leczenie obejmowani są kompleksową dla ich choroby opieką specjalistów,
na którą składać będzie się leczenie prowadzone przez neurologa, ale
także psychologa, diabetologa, logopedy, kardiologa czy lekarza chorób
wewnętrznych. - Takie zintegrowane podejście do leczenia to nowy model
leczenia chorób neurozwyrodnieniowych, który chcemy rozpocząć na Śląsku -
przekonuje Kłodowska-Duda.
O bezpłatnych konsultacjach w nowej placówce można przeczytać: Katowice: nowa placówka dla pacjentów z SM, parkinsonem i alzheimerem - Rynek Zdrowia - rynekzdrowia.pl
wtorek, 4 marca 2014
"Tirli - tirli czyli ja, Zosia i Alzheimer" (odc. 24)
Tekst pochodzi ze strony: https://www.facebook.com/pages/Munus-kreatywni-opiekunowie/246620932166771 i jest publikowany za zgodą autorki.
Największą przyjaciółką mamy była Monika. Farmaceutka. Starsza od Zosi o 20 lat. Monika nauczyła moją mamę gotować. Dla mnie była ciocią-babcią. Jej przepisy na pasztet, torty, szarlotkę, rogaliki są obecne w naszej kuchni. Wczesne dzieciństwo to wizyty cioci i jej wołanie od progu domu: Zochna, chodzi za mną szarlotka, pieczemy!...Kulinarny repertuar zmieniał się zależnie od pory roku. Faworki, pączki, rolady. Zeszyt z przepisami kulinarnymi Zosi leży na kuchennej półce. Przypominam mamie o tym, jak świetnie gotowała i o tym, jak próbowałam ją i ciocię Monikę naśladować, gotując tak jak one. Mama jest zachwycona, oglądamy zeszyt i mówię o moim pierwszym, cytrynowym torcie. Koszmarnie nieudanym. Siedzimy w kuchni razem z Zosią. Mam ją na oku i dopóki się nie znudzi opowiadam o tym, co przygotowuję na obiad. Dzisiaj jedzenie dla Zosi będzie zmiksowane. Po raz pierwszy. Dla mnie to dramatyczna czynność. Popłakuję, ale tak, żeby nie było widać. A potem dochodzę do wniosku, że trochę lituję się nad sobą. Hałas blendera, szara masa, która powstała z warzyw i mięsa…smutek i beznadzieja. Zosia patrzy na mnie uważnie. Prostuję się. Pomidory, bazylia, trochę tymianku. Obiad robi się weselszy. Mama będzie mogła go zjeść bez trudu. Swoją własną łyżeczką. Sama. Mam przed sobą nowe wyzwanie kulinarne – jak urozmaicić mamine obiady? Latem truskawki spróbujemy zjeść w całości. Z lodami. Kapitan Alzheimer salutuje, ale bardzo niedbale. Poczytuję to za komplement. Niedługo wiosna.
Największą przyjaciółką mamy była Monika. Farmaceutka. Starsza od Zosi o 20 lat. Monika nauczyła moją mamę gotować. Dla mnie była ciocią-babcią. Jej przepisy na pasztet, torty, szarlotkę, rogaliki są obecne w naszej kuchni. Wczesne dzieciństwo to wizyty cioci i jej wołanie od progu domu: Zochna, chodzi za mną szarlotka, pieczemy!...Kulinarny repertuar zmieniał się zależnie od pory roku. Faworki, pączki, rolady. Zeszyt z przepisami kulinarnymi Zosi leży na kuchennej półce. Przypominam mamie o tym, jak świetnie gotowała i o tym, jak próbowałam ją i ciocię Monikę naśladować, gotując tak jak one. Mama jest zachwycona, oglądamy zeszyt i mówię o moim pierwszym, cytrynowym torcie. Koszmarnie nieudanym. Siedzimy w kuchni razem z Zosią. Mam ją na oku i dopóki się nie znudzi opowiadam o tym, co przygotowuję na obiad. Dzisiaj jedzenie dla Zosi będzie zmiksowane. Po raz pierwszy. Dla mnie to dramatyczna czynność. Popłakuję, ale tak, żeby nie było widać. A potem dochodzę do wniosku, że trochę lituję się nad sobą. Hałas blendera, szara masa, która powstała z warzyw i mięsa…smutek i beznadzieja. Zosia patrzy na mnie uważnie. Prostuję się. Pomidory, bazylia, trochę tymianku. Obiad robi się weselszy. Mama będzie mogła go zjeść bez trudu. Swoją własną łyżeczką. Sama. Mam przed sobą nowe wyzwanie kulinarne – jak urozmaicić mamine obiady? Latem truskawki spróbujemy zjeść w całości. Z lodami. Kapitan Alzheimer salutuje, ale bardzo niedbale. Poczytuję to za komplement. Niedługo wiosna.
"Tirli - tirli czyli ja, Zosia i Alzheimer" (odc. 23)
Tekst pochodzi ze strony: https://www.facebook.com/pages/Munus-kreatywni-opiekunowie/246620932166771 i jest publikowany za zgodą autorki.
Zosia jest babcią. Od dawna. Ma trzech wnuków i ani jednej wnuczki. Obydwaj moi synowie, są blisko, trzeci wnuk trochę dalej, ale gotów na wezwanie. Najmłodszy akceptował babcię i jej chorobę jako stan naturalny. Tak mi się wydawało do pewnego momentu. Był wtedy w pierwszej klasie szkoły podstawowej i usłyszałam jak rozmawiał z kolegą na temat wakacji. Tamten chłopiec spędzał je z babcią. – Wiesz a moja babcia jest bardzo chora - powiedział mój syn. Pomyślałam, że mój synek, podobnie jak my wszyscy coś stracił, ale też coś zyskał. Utracił ten niepowtarzalny czas bycia rozpieszczanym i zaopiekowanym przez babcię. Poczułam smutek, ale jednocześnie pewność, że tolerancja nauczona niejako przez osmozę, to znakomity kapitał na dorosłe jutro. Szczególnie, gdy usłyszałam jak dodał po chwili: - Ale wiesz jak moja babcia świetnie rzuca piłką?
Zosia bardzo lubi być przytulana, szczególnie przez wnuków. Zawsze uważnie słucha ich tłumaczeń, co jest czym i dlaczego. Cieszy się z kwiatów, które przynoszą. Niebezpiecznie robi się tylko w sąsiedztwie komputerów, szczególnie gdy Zosia wędruje z kubeczkiem wody. Mimo wszystkich trudów, wygrywamy ten czas. Jestem tego pewna a czasami nie. Jak wszystkiego i zawsze.
Mam przed sobą zdjęcie mamy – młodziutkiej studentki medycyny. Patrzy w obiektyw i nie wyobraża sobie, że będzie babcią. Dzisiaj nie pamięta, że nią jest. Tak naprawdę to niczego nie zmienia. Zostały uczucia. Trwają bez określonych przez życie ról. Na pewno.
Zosia jest babcią. Od dawna. Ma trzech wnuków i ani jednej wnuczki. Obydwaj moi synowie, są blisko, trzeci wnuk trochę dalej, ale gotów na wezwanie. Najmłodszy akceptował babcię i jej chorobę jako stan naturalny. Tak mi się wydawało do pewnego momentu. Był wtedy w pierwszej klasie szkoły podstawowej i usłyszałam jak rozmawiał z kolegą na temat wakacji. Tamten chłopiec spędzał je z babcią. – Wiesz a moja babcia jest bardzo chora - powiedział mój syn. Pomyślałam, że mój synek, podobnie jak my wszyscy coś stracił, ale też coś zyskał. Utracił ten niepowtarzalny czas bycia rozpieszczanym i zaopiekowanym przez babcię. Poczułam smutek, ale jednocześnie pewność, że tolerancja nauczona niejako przez osmozę, to znakomity kapitał na dorosłe jutro. Szczególnie, gdy usłyszałam jak dodał po chwili: - Ale wiesz jak moja babcia świetnie rzuca piłką?
Zosia bardzo lubi być przytulana, szczególnie przez wnuków. Zawsze uważnie słucha ich tłumaczeń, co jest czym i dlaczego. Cieszy się z kwiatów, które przynoszą. Niebezpiecznie robi się tylko w sąsiedztwie komputerów, szczególnie gdy Zosia wędruje z kubeczkiem wody. Mimo wszystkich trudów, wygrywamy ten czas. Jestem tego pewna a czasami nie. Jak wszystkiego i zawsze.
Mam przed sobą zdjęcie mamy – młodziutkiej studentki medycyny. Patrzy w obiektyw i nie wyobraża sobie, że będzie babcią. Dzisiaj nie pamięta, że nią jest. Tak naprawdę to niczego nie zmienia. Zostały uczucia. Trwają bez określonych przez życie ról. Na pewno.
"Tirli - tirli czyli ja, Zosia i Alzheimer" (odc. 22)
Tekst pochodzi ze strony: https://www.facebook.com/pages/Munus-kreatywni-opiekunowie/246620932166771 i jest publikowany za zgodą autorki.
Razem robimy wszystko. Indywidualnie Zosia zajmuje się sztuką nowoczesną. Została performerką. Swoje dzieła montuje na okrągłym, dużym stole. Najważniejszą częścią jej działań artystycznych jest przenoszenie różnych przedmiotów. Komponowanie także. Zawsze zaskakujące. Najciekawsze z „dzieł” składało się z obgryzionej psiej zabawki, małej poduszki, ubłoconego buta, serwetki i gazety. Obserwuję ją z progu pokoju. Jest bardzo pochłonięta przenoszeniem i ustawianiem. Odkrywa przy tym, tylko dla niej istotny sens tych starań. Nie widzę jej świata. Ona inaczej widzi mój. Obydwie jesteśmy związane jedną drogą i wspólnotą uczuć. Moje są definiowalne, jej – choć podobne do moich – są już poza logiką słów. Ustawia te swoje kompozycje z takim skupieniem, że myślę o nich z szacunkiem. Za sam trud doniesienia w jedno miejsce, zgromadzone przedmioty zyskują nowy, inny wymiar. Potem Zosia idzie myć ręce. Ta czynność jest realna, w pełni świadoma i powtarzana bardzo często w ciągu dnia. Pamięta kolejność tej czynności. Odkręcanie i zakręcanie wody. Dzisiaj mama uśmiecha się i patrzy mi w oczy. Przytomnie i nie z oddali. Bardzo znaczące i przejmujące są te spojrzenia. Czasami sięgają w głąb duszy. Pewnie dlatego, że coraz rzadziej udaje się Zosi tak spojrzeć. Codzienność jest oswojona. Jednak każdy dzień przynosi jakąś maleńką stratę. Dni wypełnione pracą i staraniem są łatwiejsze. Jest w nich łagodność i spokój. Kapitan Alzheimer kręci sterem od niechcenia.
Razem robimy wszystko. Indywidualnie Zosia zajmuje się sztuką nowoczesną. Została performerką. Swoje dzieła montuje na okrągłym, dużym stole. Najważniejszą częścią jej działań artystycznych jest przenoszenie różnych przedmiotów. Komponowanie także. Zawsze zaskakujące. Najciekawsze z „dzieł” składało się z obgryzionej psiej zabawki, małej poduszki, ubłoconego buta, serwetki i gazety. Obserwuję ją z progu pokoju. Jest bardzo pochłonięta przenoszeniem i ustawianiem. Odkrywa przy tym, tylko dla niej istotny sens tych starań. Nie widzę jej świata. Ona inaczej widzi mój. Obydwie jesteśmy związane jedną drogą i wspólnotą uczuć. Moje są definiowalne, jej – choć podobne do moich – są już poza logiką słów. Ustawia te swoje kompozycje z takim skupieniem, że myślę o nich z szacunkiem. Za sam trud doniesienia w jedno miejsce, zgromadzone przedmioty zyskują nowy, inny wymiar. Potem Zosia idzie myć ręce. Ta czynność jest realna, w pełni świadoma i powtarzana bardzo często w ciągu dnia. Pamięta kolejność tej czynności. Odkręcanie i zakręcanie wody. Dzisiaj mama uśmiecha się i patrzy mi w oczy. Przytomnie i nie z oddali. Bardzo znaczące i przejmujące są te spojrzenia. Czasami sięgają w głąb duszy. Pewnie dlatego, że coraz rzadziej udaje się Zosi tak spojrzeć. Codzienność jest oswojona. Jednak każdy dzień przynosi jakąś maleńką stratę. Dni wypełnione pracą i staraniem są łatwiejsze. Jest w nich łagodność i spokój. Kapitan Alzheimer kręci sterem od niechcenia.
"Tirli - tirli czyli ja, Zosia i Alzheimer" (odc. 21)
Tekst pochodzi ze strony: https://www.facebook.com/pages/Munus-kreatywni-opiekunowie/246620932166771 i jest publikowany za zgodą autorki.
Zosia tak jak Pablo Picasso, ma swojego gołębia. Na balkonie. Gołąb wysiaduje jajka w koszu, w którym latem sadzę pelargonie. Nie wychodzimy na balkon, żeby nie przeszkadzać. Zosię codziennie cieszy i zaskakuje widok wysiadującego ptaka. Wspina się na palce, żeby go lepiej widzieć i przeciera szyby w oknie. Bardzo dyskretnie. Czuje się ważna i potrzebna. Sypie ziarno do miski, którą potem wystawiam na balkon. Zosia pierwsza dostrzega świeżo wyklute, nieopierzone pisklę. Nie potrafi już o tym opowiedzieć. Prowadzi nas tylko do okna. Martwię się, jak zareaguje na nieobecność gołębi. Przecież niedługo odlecą i zostawią puste gniazdo. Próbuję wymyśleć jakiś ekwiwalent tego nieuniknionego braku. Ale gdy ptasia rodzina, któregoś dnia, opuszcza nasz balkon, Zosia nie sprawdza i nie szuka ich obecności. Minęła w swojej podróży ten świat. W pewnym sensie to zbawienne i sprawiedliwe, że zapomina równolegle to, co trzeba ocalić i też to, co zbędne lub przykre. W czysto potocznym sensie - mnie już nie pamięta. Nie potrafi powiedzieć kim jestem ani dlaczego jestem. Chciałabym przekazać jej pewność, że będę jej towarzyszyć, że nie zniknę jak te balkonowe gołębie, ale nie wiem jak to zrobić…
Zosia tak jak Pablo Picasso, ma swojego gołębia. Na balkonie. Gołąb wysiaduje jajka w koszu, w którym latem sadzę pelargonie. Nie wychodzimy na balkon, żeby nie przeszkadzać. Zosię codziennie cieszy i zaskakuje widok wysiadującego ptaka. Wspina się na palce, żeby go lepiej widzieć i przeciera szyby w oknie. Bardzo dyskretnie. Czuje się ważna i potrzebna. Sypie ziarno do miski, którą potem wystawiam na balkon. Zosia pierwsza dostrzega świeżo wyklute, nieopierzone pisklę. Nie potrafi już o tym opowiedzieć. Prowadzi nas tylko do okna. Martwię się, jak zareaguje na nieobecność gołębi. Przecież niedługo odlecą i zostawią puste gniazdo. Próbuję wymyśleć jakiś ekwiwalent tego nieuniknionego braku. Ale gdy ptasia rodzina, któregoś dnia, opuszcza nasz balkon, Zosia nie sprawdza i nie szuka ich obecności. Minęła w swojej podróży ten świat. W pewnym sensie to zbawienne i sprawiedliwe, że zapomina równolegle to, co trzeba ocalić i też to, co zbędne lub przykre. W czysto potocznym sensie - mnie już nie pamięta. Nie potrafi powiedzieć kim jestem ani dlaczego jestem. Chciałabym przekazać jej pewność, że będę jej towarzyszyć, że nie zniknę jak te balkonowe gołębie, ale nie wiem jak to zrobić…
Chora na alzheimera stanie przed sądem, bo nie zapłaciła 2,99 zł za sałatkę
Urodzona w 1939 roku, chora na serce i Alzheimera kobieta usiłowała bez
płacenia wynieść ze sklepu "Stokrotka" w Świdniku sałatkę warzywną
kosztującą 2,99 zł. Obsługa wezwała policję, kobietę zatrzymano. Po
postępowaniu wyjaśniającym funkcjonariusze wystąpili do sądu z wnioskiem
o jej ukaranie. – Podziwiam policję, że stara się pchać tę sprawę do
sądu – ironizuje prawnik.
– Moim zdaniem sprawa powinna zostać umorzona już na etapie postępowania wyjaśniającego z uwagi na niepoczytalność obwinionej. Wszyscy wiemy, jakie są przepisy, ale funkcjonariusze powinni wykazać się większą dozą zrozumienia. Podziwiam policję, że stara się "pchać" tę sprawę do sądu i przypisać kobiecie winę, wiedząc, że ta jest chora – ocenia mecenas Dominik Rzepecki w rozmowie z naTemat...
... “W dniu 15 stycznia 2014 r. około godz. 9.15 w Świdniku woj. lubelskiego przy ul. Wyszyńskiego 17 w sklepie Stokrotka usiłowała dokonać kradzieży sałatki warzywnej o wartości 2,99 zł na szkodę sklepu Stokrotka” – piszą policjanci.
I choć w urzędowym piśmie znajduje się też informacja o tym, że zatrzymana kobieta (75-letnia emerytka, żyjąca za 1000 zł miesięcznie) ma problemy kardiologiczne oraz choruje na Alzheimera, policjanci zdecydowali się wystąpić do Sądu Rejonowego w Lublinie o jej ukaranie
“Ten kraj nie ma prawa NIE zbankrutować”, “szykuje się proces stulecia”, “mam nadzieję, że zostanie przykładnie ukarana, poczuję się wtedy o wiele bezpieczniej w naszym państwie” – ironizowali komentujący tę sprawę prawnicy. A co na to przedstawiciele świdnickiej policji?
– Potwierdzam, mieliśmy taką interwencję. Policjant prowadzący postępowanie wyjaśniające zebrał wszystkie potrzebne informacje zgodnie z metodyką postępowania. Kobieta została przesłuchana, podobnie jak świadkowie. Udało się też ustalić, że zatrzymana cierpi na liczne schorzenia – mówi w rozmowie z naTemat Magdalena Szczepanowska, rzecznik KPP w Świdniku.
Rzeczniczka broni się też przed oskarżeniami: – Nie jesteśmy władni osądzać, czy ta osoba jest w stanie ponieść konsekwencje swojego czynu. Niech zdecyduje o tym sąd. Taka jest procedura – mówi Szczepanowska.
Cały artykuł: http://natemat.pl/93593,chora-na-alzheimera-emerytka-chciala-ukrasc-salatke-za-2-99-zl-policja-wnioskuje-do-sadu-o-jej-ukaranie-takie-sa-procedury
– Moim zdaniem sprawa powinna zostać umorzona już na etapie postępowania wyjaśniającego z uwagi na niepoczytalność obwinionej. Wszyscy wiemy, jakie są przepisy, ale funkcjonariusze powinni wykazać się większą dozą zrozumienia. Podziwiam policję, że stara się "pchać" tę sprawę do sądu i przypisać kobiecie winę, wiedząc, że ta jest chora – ocenia mecenas Dominik Rzepecki w rozmowie z naTemat...
... “W dniu 15 stycznia 2014 r. około godz. 9.15 w Świdniku woj. lubelskiego przy ul. Wyszyńskiego 17 w sklepie Stokrotka usiłowała dokonać kradzieży sałatki warzywnej o wartości 2,99 zł na szkodę sklepu Stokrotka” – piszą policjanci.
I choć w urzędowym piśmie znajduje się też informacja o tym, że zatrzymana kobieta (75-letnia emerytka, żyjąca za 1000 zł miesięcznie) ma problemy kardiologiczne oraz choruje na Alzheimera, policjanci zdecydowali się wystąpić do Sądu Rejonowego w Lublinie o jej ukaranie
“Ten kraj nie ma prawa NIE zbankrutować”, “szykuje się proces stulecia”, “mam nadzieję, że zostanie przykładnie ukarana, poczuję się wtedy o wiele bezpieczniej w naszym państwie” – ironizowali komentujący tę sprawę prawnicy. A co na to przedstawiciele świdnickiej policji?
– Potwierdzam, mieliśmy taką interwencję. Policjant prowadzący postępowanie wyjaśniające zebrał wszystkie potrzebne informacje zgodnie z metodyką postępowania. Kobieta została przesłuchana, podobnie jak świadkowie. Udało się też ustalić, że zatrzymana cierpi na liczne schorzenia – mówi w rozmowie z naTemat Magdalena Szczepanowska, rzecznik KPP w Świdniku.
Rzeczniczka broni się też przed oskarżeniami: – Nie jesteśmy władni osądzać, czy ta osoba jest w stanie ponieść konsekwencje swojego czynu. Niech zdecyduje o tym sąd. Taka jest procedura – mówi Szczepanowska.
Cały artykuł: http://natemat.pl/93593,chora-na-alzheimera-emerytka-chciala-ukrasc-salatke-za-2-99-zl-policja-wnioskuje-do-sadu-o-jej-ukaranie-takie-sa-procedury
Subskrybuj:
Posty (Atom)