niedziela, 6 kwietnia 2014

"Tirli - tirli czyli ja, Zosia i Alzheimer" (odc. 26)

Tekst pochodzi ze strony: https://www.facebook.com/pages/Munus-kreatywni-opiekunowie/246620932166771 i jest publikowany za zgodą autorki.

Słowa są bardzo ważne. Czasami zmieniają dzieje świata. Niezwykli ludzie potrafią ułożyć je w zdania i wypowiedzieć w odpowiednim momencie. Czasami są dobre a czasami złe. Uczymy się słuchając. Pamiętamy i przechowujemy słowa najbliższych, których już nie ma. Moja mama jest. Ale od dłuższego czasu mówi bardzo mało. Używa słów rzadko. Kiedyś przekonywała, doradzała, pokrzykiwała, diagnozowała, osądzała, podziwiała, plotkowała, nakazywała, zakazywała. Teraz tylko słucha. Czasami.
Próbuję sobie przypomnieć jej tembr głosu. Wiem, że kiedyś gdzieś tam, gdy mnie zawoła, rozpoznam go na pewno. Zosia pielęgnuje słowa w środku. Potem niespodziewanie ich używa. Pozwala mi się zdziwić i wzruszyć. – Zosiu, teraz napijemy się wody. – To ta? – mama wskazuje na kubek. – Tak, to woda. Trajkoczę o dobroczynnych właściwościach wody. – Dziękuję bardzo – Zosia elegancko schyla głowę i podnosi kubek do ust. Powstrzymuję się siłą, żeby nie dolać wody i usłyszeć jeszcze i jeszcze raz „dziękuję bardzo” wypowiedziane silnym i zdecydowanym głosem.
Wieczorem przy smarowaniu twarzy kremem. To nie lubiana czynność. Mamo, będziesz miała gładszą buzię – przekonuję. – Już mam – ripostuje Zosia. I to jest clou dzisiejszego dnia. Wzmacniam przeponę śmiechem. Odprowadzam Zosię do łóżka. Na dobranoc mało mówię. Mocno ją przytulam, oszczędzam słowa na jutro. Po kapitańsku. Tak jak Zosia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz